Pogoda na dziś zobacz prognozy
 20°16°
Sklep Medicanna
4 sierpnia 2022

Małżeństwo z Jastrzębia-Zdroju wygrało Long Challenge RowerON 2022

Małżeństwo z Jastrzębia-Zdroju wygrało Long Challenge RowerON 2022Edyta i Michał Lipka na trasie. Razem jeździło im się raźniej. Łatwiej było też uporać się z tym, czego nie dało się przewidzieć.
red.

Michał i Edyta Lipkowie nie mieli sobie równych w tegorocznym wyzwaniu RowerOn. On przejechał 602,6 km i wygrał wśród mężczyzn, ona z dystansem 310,3 km nie miała sobie równych wśród kobiet. Opowiedzieli nam , jak się do tego zabrali. Ten wywiad jest również o tym, jak rower uchronił Michała przed... operacją kręgosłupa.

- Edyto, rok temu przejechałaś 301,8 km w niespełna jedenaście i pół godziny. Powiedziałaś nam wtedy, że nie dałabyś rady przejechać ani kilometra więcej. Jednak w tym roku udało się pobić tamten rekord o 8 kilometrów. Spodziewałaś się tego?

Edyta Lipka: Szczerze mówiąc, w tej edycji nastawiałam się na dużo niższy wynik. 150 - 200 kilometrów.

- Dlaczego?

Edyta: Głównie ze względów zdrowotnych, ale jakoś wszystko tak się ułożyło, fajnie się jechało. Siłowo mogłam sobie pozwolić na więcej, ale organizacyjnie wyszło tak, a nie inaczej.

Michał Lipka: Pozwolę się wtrącić - było jej bardzo ciężko wyjść z domu. Opowiadała mi o tym na trasie. Mimo to później tak się zmobilizowała, że machnęła trzy stówy!

- Gratulujemy. Michale, pomówmy teraz o tobie. 600 kilometrów!

Michał: Dla mnie to był rzeczywiście kosmos. Pobiłem wszelkie moje rekordy. Ostatni najlepszy wynik miałem w maju tego roku, ale to było 300 kilometrów, poprzednio 250 kilometrów. W poprzednich latach kilkakrotnie przejechałem po 200 kilometrów.

- Nastawiałeś się na tak długi dystans?

Michał: Nie, założenie było inne: wyjść z domu na 24-godzinną przejażdżkę rowerową. Jak najmniej przerw, jak najwięcej pedałowania.

- Rozumiem, że plan się powiódł.

Michał: Nie do końca. Zostało mi półtorej godziny, ale nie dałbym rady przejechać więcej. Drętwienie ramion, barków, ogólne zmęczenie organizmu.

- A nogi?

Michał: Nogi dałyby radę, bo kondycyjnie byłem przygotowany super, jednak wymuszona pozycja ciała dała się we znaki, dlatego postanowiłem zakończyć wyzwanie.

- Czy to prawda, że zacząłeś jeździć "na poważnie" sześć lat temu?

Michał: Tak. Kupiłem wtedy rower. To był najlepszy zakup. A zaczęło się od bóli kręgosłupa. Miałem już termin usunięcia krążka międzykręgowego. Trzeba było coś z tym zrobić. Poczytałem i postanowiłem spróbować roweru. Od tamtej pory bóle, zesztywnienia kręgosłupa - wszystko odeszło. Oprócz roweru zacząłem też w domu wykonywać ćwiczenia z ciężarem własnego ciała. Pomogło.

Edyta: Pamiętam, jak lekarz za nim dzwonił, żeby przyszedł na zabieg, upewniał się, czy rezygnuje.

- Niesamowite. Wróćmy do RowerONu i Long Challenge. Jechaliście razem, czy osobno? Jak to zrobiliście?

Michał: Podzieliłem sobie to wyzwanie na trzy etapy: nocny, dzienny i nocny. Założyłem, że w pierwszym nocnym etapie będę jeździł po ścieżce rowerowej między Pawłowicami a Pszczyną. Uznałem, że będzie tam bezpiecznie. Wyruszyłem o północy i przejechałem tę trasę cztery razy tam i z powrotem, a dojeżdżając do punktu startu na odpoczynek miałem w nogach 160 kilometrów. Później był etap dzienny, czyli 90-kilometrowe pętle (od Strumienia, przez Drogomyśl, Chybie, Skoczów, powrót na Ligotę, Czechowice-Dziedzice, Pszczyna, Wisła Mała i znowu Strumień). Tutaj dołączyła do mnie żona, co było bardzo pomocne, bo udzieliła mi dużego wsparcia psychicznego.

Edyta: Jedną pętlę mąż zrobił sam, a kolejne trzy zrobiliśmy razem. Po trzech pętlach ja zjechałam z trasy, a Michał rozpoczął ostatni, nocny etap, w okolicach Chyba i Drogomyśla.

- Były momenty kryzysowe? W zeszłym roku, gdy jechałaś po wszystkich trasach RowerONu, powiedziałaś że taka chwila przyszła wtedy, gdy zobaczyłaś już wszystko, co było do zobaczenia na trasach i wiedziałaś, że nic ciekawego już na ciebie nie czeka. A jak było w tym roku?

Edyta: Pętle są trudne. Dobrze, że one były większe, bo jednak krajobraz się zmieniał. Mimo to głowa miała kryzysy, ale pomagało nam to, że oboje się z tym zmagaliśmy. Punkt odpoczynku był też dla nas dobrą odskocznią.

Michał: Pierwszy kryzys miałem o siódmej rano. Oczy mi się zamykały. Poprzedni tydzień pracy zakończyłem nockami i miałem mało czasu na odespanie. Drugi moment był wtedy, gdy Edzia mnie opuściła. Około 20-21 znowu bardzo chciało mi się spać.

Edyta: Co do pętli nie przewidzieliśmy jeszcze jednego... Liczby przejazdów kolejowych. Okazało się, że co chwilę byliśmy z tego powodu "stopowani". Jako że nasza mentalność jest taka a nie inna, postanowiliśmy, że nie będziemy czekać, tylko będziemy się wracać - kilometr w jedną stronę i z powrotem. To też działało na głowę, że pętla miała się ku końcowi, a tu trzeba było się cofać.

Michał: Gdy skończyliśmy, uznaliśmy, że to jednak nie miało sensu, bo i tak wyprawa skończyła się półtorej godziny przed czasem.

- Czy coś jeszcze utkwiło wam w pamięci?

Michał: Pamiętam jednego rowerzystę, w słuchawkach na uszach, wyjechał zza rogu, wjechał między nas. Jakby w ogóle nas nie zauważył. Prawie sie przewróciłem. Zakręcony chłop.

- Jak długo dochodzi się do siebie po takim wyczynie?

Michał: Potrzebowałem trzech dni. Później byłem znowu na trasie.

- Trenujecie razem czy osobno?

Edyta: Raczej osobno, ze względu na dzieci. W Long Challenge nie pojechaliśmy linią prostą, np. nad morze, również z uwagi na dzieci. Postawiliśmy na pętle, żeby być blisko nich.

Michał: Poza tym łatwiej było nam się zorganizować. Samochód mieliśmy zaparkowany na stacji w Strumieniu i to był nasz punkt odpoczynkowy. Po pętli zjeżdżaliśmy tam na 10-15 minut - krótki odpoczynek, uzupełnienie węglowodanów, napełnienie bidonów i z powrotem na trasę.

- Jak oceniacie infrastrukturę rowerową w naszym regionie?

Edyta: Jastrzębie bardzo się poprawiło. Wiele osób korzysta z Żelaznego Szlaku Rowerowego. Po rejestracjach widzimy, że ludzie przyjeżdżają tu nawet z daleka. Mnie osobiście trudno się jeździ w Rybniku czy w Żorach, ale to ze względu na wzmożony ruch. Ścieżek rowerowych brakuje też w centrum Wodzisławia Śląskiego. Ale to wszystko się zmienia. Widać, że miasta nastawiają się na rowerzystów i zmierza to w dobrym kierunku. My często korzystamy ze ścieżek w Czechach. Czujemy się tam bezpieczniej, drogi są spokojniejsze.

Michał: W Czechach asfalty są o niebo lepsze niż w Polsce. Ścieżki dla rowerów są najczęściej wydzielone z pasa drogowego. Mentalność kierowców jest też inna. Dlatego uwielbiamy Czechy.

- Macie dwójkę dzieci - przedszkolaka i nastolatkę. Czy oni podzielają waszą pasję do dwóch kółek?

Michał: Może nie podzielają naszej pasji, ale też nie negują. Zuzia daje odczuć, że jest z nas dumna, jednak woli inne dziedziny sportu. Bardziej zainteresowany jest Emilian, który powoli wkręca się w rower.

Polub i udostępnij
Czytaj też

GKS Jastrzębie ma nowego prezesa GKS Jastrzębie ma nowego prezesa

Jak zabezpieczyć rower przed kradzieżą? Jak zabezpieczyć rower przed kradzieżą?

Dodaj opinię
Dodając opinię akceptujesz regulamin. Nie obrażaj, nie używaj wulgaryzmów, pisz na temat i nie pisz całych zdań wielkimi literami.
Opinie (4)
Gość08.08.2022 21:56

Brawo

Daniel06.08.2022 7:20

Super i gratulacje!!

Gość05.08.2022 12:59

No ale z tym zdjęciem i jego podpisem to daliście czadu. Brawo.

Eryk05.08.2022 9:46

Nikogo to nie interesuje.