W głąb siebie
W tym roku zdecydowaliśmy się rodzinnie odwiedzić Włochy. Dlaczego dopiero teraz, skoro kilka krajów w Europie, czy Azji już zwiedziliśmy i to nie jeden raz? Dlaczego, skoro wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, my Italię omijaliśmy? Aspekt poznawczo-turystyczny odłożyliśmy na dalszy plan. Ważne było coś innego.
- Włochy bez plażowania? – dziwili się znajomi. – Po co tam jedziecie? – Ależ będziemy grzać się, tak – broniłem się. Nie kryliśmy jednak, że najważniejszy był duchowy wymiar tej wędrówki. Osobiste, rodzinne, czy społeczne intencje, zanoszone przed oblicza świętych, których śladami mieliśmy podążać, wydawały nam się sensowniejsze, szybsze do spełnienia od tych codziennych, modlitewnych, polskich… Wiem, wiem, ktoś zarzuci mi, że intencja nie może być sensowniejsza czy szybsza. Jej spełnienie to kwestia wiary i z każdego miejsca na Ziemi jest wysłuchana. Nam chodziło bardziej o to, że program wakacyjnej pielgrzymki organizowanej przez parafię NMP Matki Kościoła w Jastrzębiu był na tyle bogaty, iż nasze rozmowy przed cudownymi obrazami świętych, przed ich relikwiami w wielu bazylikach czy w sanktuariach, odmienią nasze życie?…
Od samego początku nie podobały nam się w kolejnych miejscach przebywania (Padwa, Asyż, Neapol, Rzym) tzw. fabryki przemysłowe pamiątek, związanych z kultem świętych. Włochy, jako jeden z najbardziej chrześcijańskich krajów w Europie kojarzył nam się (w zderzeniu bezpośrednim) z ascezą, wyciszeniem, prawdą w wierze… Chociaż i w Częstochowie, i w Licheniu, i w Wadowicach spotkać można podobne souveniry, od typowych dewocjonaliów, po naczynia i koszulki z „sakralizowanym” nadrukiem, to już zapalniczki z wizerunkiem ojca Pio, otwieracze do butelek ze św. Antonim, czy magnesowe medaliony (?) z... Diego Maradoną (to w Neapolu) budziły nasze wątpliwości. Cóż takie czasy! Słowa tracą na wartości, a zyskują obrazki i blichtr. My starliśmy się, by ten modlitewny kontakt był żarliwy i bez efekciarstwa i tandety.
Poszukiwane wyciszenie znaleźliśmy dopiero w klasztorze św. Rity w miasteczku Cascia. Dlaczego dopiero tam odkryliśmy niezwykłość? Dlaczego zafascynował nas żywot Margerithy Mancini? Usłyszałem kiedyś, że „święci potrzebni są nam, żywym do wzorowania się na ich życiu”. Chociaż św. Rita jest patronką spraw trudnych i beznadziejnych, to nie uważam siebie, mojej rodziny czy najbliższego otoczenia za „beznadziejność”, ale polecałbym wejrzenie w jej życie, wszystkim nadużywającym słów „masakra, beznadzieja”. Św. Rita zapewne nie będzie fascynowała tzw. ludzi sukcesu. Sukces bowiem to samotność, czasem zazdrość, a nawet zawiść. Ona chciała zgody, imponowała wiarą w zwycięstwo dobra. Dziś, gdy wielu mówi o kryzysie autorytetów, może warto naśladować jej poczynania? Z osobistych intencji, z jakimi jechaliśmy do Włoch, przeszedłem jako żywo do myślenia o naszym mieście, o mojej szkole, o Polsce…. O zgodzie narodowej, o umiejętności wybaczania sobie, czego w każdej z tych przestrzeni odczuwamy ogromny deficyt, właśnie w kontekście życia św. Rity.
A plażowanie po rejsie wzdłuż półwyspu Gargano i ulewa, jaka nas spotkała w drodze powrotnej, też przysłużyła się znacząco do spojrzenia w głąb siebie i innych.
Andrzej Ślakowski
Komentarz został usunięty z powodu naruszenia regulaminu
Komentarz został usunięty ponieważ nie jest związany z tematem
Do wydawcy portalu:
Bezrefleksyjny fanatyzm religijny Pana Andrzeja nie powinien byc przedmiotem publikacji we wciaz wolnym kraju. Prosze nakierowac tego czlowieka na pisanie o ogorkach (moze nie), kartoflach, czy na czymkolwiek o czym ma pojecie i moglby podzielic sie tym z nastawionymi neutralnie czytelnikami.
"Co to ma być w ogóle. "
Autor mysli, ze to publicystyka.
Ratunku, nie wytrzymam. Co się dzieje z tym miastem. Dożynki, traktory, msze, pątnicy. A było to Miasto Wolnych Ludzi.Kiedyś.
Czy ten artykuł nie powinien być czasem w Gościu Niedzielnym? Co to ma być w ogóle.
"nie rozumiem zatem tego nerwowego tonu"
Nie zwyklem na szerzenie ciemnoty reagowac lagodnie. Nie interesuje mnie kogo Pan wychowal. Przyczynkiem do dyskusji byl Panski tekst. Nie byl pan w stanie podjac jakiejkolwiek.
Nauczyciel powinien miec otwarte horyzonty myslowe. Zamkniecie i ignorowanie innych postaw myslowych jest, z ludzkiego punktu widzenia, zwyklym dnem. Nieznajomosc jezyka obcego w XXI wieku to niepelnosprawnosc organizacyjna nie majaca zadnego usprawiedliwienia.
Ale Pan wierzy w polsko-wloskiego Boga.
Odpowiedzi komuś, kto nie ma odwagi podpisać się imieniem czy nazwiskiem właściwie nie powinienem udzielać. Nie zwykłem rozmawiać z kimś anonimowym. Ale w porządku.
Nikomu niczego nie narzucam. Każdy ma wolność wyboru, nie rozumiem zatem tego nerwowego tonu. Nikogo nie obrażam, podczas gdy mój oponent (oponentka) niestety, prawdopodobnie z braku argumentów, obraża nie tylko mnie , ale i innych, nic o nas nie wiedząc. Stawiam sobie ogromne wymagania. O tym wiedzą Ci, którzy mnie znają, pracują ze mną... Jestem nauczycielem, czym się szczycę i skoro trwam w zawodzie ponad 30 lat, wychowałem i wykształciłem rzesze uczniów różnych poziomów edukacyjnych i z wieloma utrzymuje dobre i bardzo dobre relacje, to chyba nie jest tak źle z moimi horyzontami, jak to sugeruje rozmówca (rozmówczyni)?
Tyle. Pozdrawiam. Więcej komentarzy z mojej strony nie będzie.
Skoro Pan nie odpowiada, to ja napisze jeszcze.
To nie byla pielgrzymka a wycieczka starych pierdzieli, ktorych trzeba zawiezc z miejsca w miejsce, nakarmic i zakwaterowac, bo sami nic by nie zalatwili, bo slowa w obcym jezyku wydac z siebie nie moga.
Nie opisuje Pan, ze spotkal jakiegokolwiek czlowieka mieszkajacego we Wloszech - tu trzeba znac jezyki, Pana to nie interesuje, ale wierzy Pan w polsko-wloskiego Boga.
Czlowiek o tak zamknietych horyzontach nie powinien byc nauczycielem.
Ale Pan mieszka na zadupiu, wiec wymagan sobie stawiac nie musi.
Czy swoim uczniom rowniez narzuca Pan swoje kontrowersyjne i archaiczne poglady i odmawia mozliwosci dyskusji?
Prosze odpowiedziec.
Napisal Pan tekst narzucajac swoje zdanie czytelnikom. Skoro odwaznie wystepuje Pan publicznie, powinien Pan spodziewac sie reakcji i pytan.
Rozumiem. Szanuję zdanie. Proszę uszanowac moje.
A czy ten Bog zadomowil sie we Wloszech, w ociekajacych zlotem kosztownych budynkach?
W tego samego Boga wierza nie tylko chrzescijanie a samo chrzescijanstwo ma rozne aspekty.
Wierzę w Boga. Proszę nie oceniać tego w kategoriach zabobonów.
Niby poważny człowiek a wierzy w zabobony